Cel na „jesień”: maraton w 3:15!

Dosyć tajemnic! Dokładnie 65 dni przed startem odkrywam wszystkie karty. Moim celem na drugą część sezonu jest przebiegniecie 35. PKO Wrocław Maratonu w czasie nie gorszym niż 3:15. Plan szalenie ambitny, ale jak najbardziej do zrealizowania.

Z moich wszystkich rekordów życiowych to właśnie ten z maratonu uwiera mnie najbardziej. Czas 4:10:23 z zeszłorocznego debiutu we Wrocławiu jest daleki od moich oczekiwań. Czasem wstyd mi go w ogóle pokazywać. Poziom irytacji podnosi się w momencie, kiedy przeglądam na Instagramie profile innych biegaczy-amatorów. Tam co po niektórzy mają w życiówkach 3:30 lub lepiej, choć 10 km biegają powyżej 45 minut. Są w tej grupie także kobiety.

Tablica, która wisi u mnie na ścianie, ciągle przypomina mi o tym nieszczęsnym czasie w maratonie.

Delikatnym wytłumaczeniem dla mnie mogą być tropikalne warunki pogodowe, które panowały na trasie. Przypomnę bieg odbywał się w pełnym słońcu, a temperatura momentami dochodziła do 40 stopni w cieniu. Z relacji kibiców wiem, że ciężko było w ogóle wystać tego dnia pod drzewem, a co dopiero narazić organizm na tak potężny wysiłek. Inna sprawa, że rok temu o tej porze biegałem o wiele wolniej i przede wszystkim mniej. W miesiącu poprzedzającym maraton miałem na liczniku zaledwie 138 kilometrów.

Wrocław Maraton - Mój debiut na królewskim dystansie - zdjęcie z okolic 37 kilometra.

Denerwuje mnie jednak ciągłe tłumaczenie skąd u mnie taki słaby czas. Nie oszukujmy się, liczą się cyferki. Nikt spoglądając na tablicę wyników nie zastanawia się jaka była pogoda, profil trasy lub czy wystąpiły inne niezależne od nas czynniki, które wpłynęły bezpośrednio na tempo biegu. Dlatego czas to zmienić! Pełen optymizmu ruszam z planem na podbój 3:15!

Pomyślicie: oszalał? chce bić życiówkę o prawie godzinę?! Dlaczego mam się rozdrabniać? To nie półmaraton, który mogę sobie pobiec kilka razy w roku, ciułając za każdym razem po kilka minut. Muszę korzystać ze zdrowia, bo nikt nie wie co będzie w przyszłości. Nie tak dawno zakończyłem plan pod połówkę, osiągając czas 1:29:10. Z takim wynikiem śmiało można celować w czasy koło trzech godzin na królewskim dystansie. Z symulatorów, które oczywiście traktuję z przymrużeniem oka, wynika, że stać by mnie było nawet na 3:05.

Wrocław Maraton - Ostatnie kilka metrów i upragniona meta!

Dlaczego akurat 3:15? Ponieważ niezwykle zależy mi znów pobiec w grupie za pacemakerem. We Wrocławiu będą oni prowadzić na czasy 3:00, 3:15 lub 3:30. Skrajne odrzuciłem, bo pierwszy za szybko, drugi za wolno. Aby ukończyć maraton w takim czasie muszę biec średnio 4:37 min/km. To moje tempo sprzed dwóch lat na 10 km! Ponadto otuchy dodaje mi świadomość, że znów moim zającem będzie Radek z bloga WroRUNism, który nie pozwolił mi się zatrzymać przed metą niedawnego Wrocław Półmaratonu.

Trenuję tradycyjnie według planu, który znalazłem w Internecie. Zakłada on 11 tygodni po 5 treningów tygodniowo. Nie jest on zbyt długi, ale biorąc pod uwagę, że dopiero co skończyłem podobny pod półmaraton, można przyjąć, że cały czas jestem w treningu. Plan naturalnie poddałem swoim modyfikacjom, tak aby był dostosowany do mojego aktualnego poziomu. Średni tygodniowy kilometraż to 78.

Rozpiska zawiera zróżnicowane jednostki treningowe. Początkowo są w niej rytmy dwa razy w tygodniu, siła biegowa (podbiegi), bieg w drugim zakresie i od 20 do nawet 30 kilometrów wybiegania na zakończenie. Im dalej w las, tym częściej pojawiają się treningi wytrzymałości tempowej, polegające na bieganiu 2-4 kilometrowych odcinków w tempie startowym na 10 km. Wybiegania zastępują z kolei biegi z narastającą prędkością. W ósmym tygodniu próbą generalną ma być start w półmaratonie w Wałbrzychu, gdzie po ciężkiej trasie mam osiągnąć czas zbliżony do 1:32.

Maraton w 3:15 - jednym z elementów treningów pod maraton są długie wybiegania na koniec tygodnia.

Mam za sobą już dwa tygodnie i daję radę. Staram się myśleć pozytywnie i w razie jakiegoś psychicznego kryzysu przypominam sobie o robocie jaką mam we wrześniu do wykonania. Mam pewne obawy co do kilometrażu, czy mój organizm sobie z nim poradzi, czy po drodze nie złapię jakiejś kontuzji. Nigdy nie biegałem takich ilości, więc teraz podwójnie dbam o regenerację. Dużo śpię, często się roluje. Po każdym treningu wspomagam się także suplementacją – piję BCAA i odżywkę węglowodanowo-białkową.

Czy mi się uda? Wierzę, że tak. Jeśli zdołam wykonać cały plan, będę dobrze przygotowany. Trzymajcie kciuki, żeby tak właśnie się stało!

5 thoughts on “Cel na „jesień”: maraton w 3:15!”

  1. Dałeś mi do myślenia tym wpisem i sam się zastanawiam czy nie wystartować. Po pierwszym starcie wyszło 3:36:08 ale z zającem mogłoby być nawet lepiej.

    Z jakiego plany korzystasz?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *