Coś się kończy, coś zaczyna – podsumowanie miesiąca – czerwiec 2017

Przyszedł czerwiec, a w raz z nim lato i wakacje. Czerwiec to także połowa roku i bufor dla biegaczy pomiędzy sezonem wiosennym, a jesiennym. Czas podsumowań i planowania nowych wyzwań. W moim przypadku można ten miesiąc podzielić na dwie części – przed półmaratonem i po półmaratonie.

Nie będę Was zamęczał po raz kolejny opowieściami z mojego startu w 5. PKO Nocnym Wrocław Półmaratonie. Jeśli ktoś nie miał okazji poczytać jak mi poszło, odsyłam pod ten adres. Do relacji z samego biegu dodam tylko, że luzowanie zacząłem już dwa tygodnie przed. Wtedy też ograniczyłem treningi do trzech jednostek, a ostatni mocniejszy bieg wykonałem 12 czerwca. Przynajmniej miał być mocny, bo z zaplanowanych 60 minut drugiego zakresu wyszło dwa razy po 20. Trudno w tym wszystkim było znaleźć choć ziarnko optymizmu. Pocieszałem się jednak, że do startu jeszcze kilka dni i jak tylko nogi złapią świeżość, będzie dobrze. I faktycznie było. Życiówka pobita, 1:30 złamane o dobre 50 sekund – czego chcieć więcej!

Podsumowanie miesiąca czerwiec 2017

Po półmaratonie i Instagramowym after party, które miało miejsce tuż po ukończeniu biegu, długo dochodziłem do siebie. O niedzieli w zasadzie mógłbym zapomnieć, bo prawie cały dzień przeleżałem na kanapie. W poniedziałek udało mi się wyjść na pół godziny potruchtać. Stawy, zwłaszcza biodra, miałem tak zastane, jakbym nie ruszał się od miesiąca. Nogi sztywne jak beton ciągnąłem za sobą. Zdecydowanie to bieganie nie należało do najprzyjemniejszych.

Podsumowanie miesiąca czerwiec 2017

Wraz z osiągnięciem głównego celu na ten sezon poczułem, że coś się skończyło. Ostatnie kilkanaście tygodni było podporządkowane temu startowi, a teraz na horyzoncie tylko pustka. W drugiej połowie roku jestem zapisany jedynie na półmaraton w Wałbrzychu, który pokonam na zaliczenie, kompletując tym samym pięć startów do Korony Półmaratonów Polskich. Pobiegłem, co prawda, 24 czerwca 10 kilometrów w Smoleckiej (Za)dyszce (relacja tutaj), ale to zdecydowanie nie ta ranga, nie ten gabaryt i żadne wyzwanie.

Podsumowanie miesiąca czerwiec 2017

Dlatego ponieważ trudno mi się zmobilizować do regularnego biegania, nie mając przy tym celu do zrealizowania, zacząłem rozmyślać czego się podjąć na jesień. I wymyśliłem. Szczegóły zdradzę Wam jednak w kolejnym wpisie. Mogę tylko uchylić rąbka tajemnicy, że mam za sobą już pierwszy tydzień przygotowań, w tym piękne 20-kilometrowe wybieganie, więc znacznie zwiększy mi się tygodniowy kilometraż. Bądźcie czujni, a wkrótce napiszę więcej!

2 thoughts on “Coś się kończy, coś zaczyna – podsumowanie miesiąca – czerwiec 2017”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *