Mizuno Sayonara 4 – pierwsze wrażenie

Czas moich butów Brooks Launch dobiegł końca. Przebiegłem w nich ponad trzy tysiące kilometrów, odbyłem wiele ciężkich treningów, zaliczyłem wszystkie debiuty od piątki po maraton. Wytrzymały naprawdę wiele. I gdyby je jeszcze produkowali w tej wersji, którą ja miałem, ani chwili bym się nie zastanawiał i kupiłbym jeszcze raz. Tymczasem po kilku tygodniach poszukiwań następcy, wybór padł na Mizuno Sayonara 4 – to one mają mnie poprowadzić do życiówki za miesiąc w maratonie!

Brooksy bardzo mi odpowiadały i założenie było takie, żeby kupić buty o podobnej charakterystyce. Treningowo-startowe, lekkie, z niewielką amortyzacją, z dropem 10 mm. Stabilizacja nie była dla mnie najważniejsza. Wiele osób nakłaniało mnie do zakupu Nike Pegasus 33, zwłaszcza, że po wypuszczenia nowego modelu, cena trzydziestki trójki mocno spadła. Bardzo się na nie napaliłem, bo wizualnie robią ogromne wrażenie. Niestety po dwukrotnej przymiarce i krótkim teście w obszarze sklepu, stwierdziłem, że są dla mnie za miękkie i za ciężkie. Przy mojej niskiej wadze nie potrzebuje zbyt wiele amortyzacji. A tu niestety przez to but zyskał parę zbędnych gramów.

Zacząłem więc szukać opinii w Internecie o innych butach i tak trafiłem na Mizuno Sayonara 4. Swoją drogą bardzo trudno dostępny but, we Wrocławiu nie do znalezienia. Poprosiłem sklepbiegacza.pl o ściągnięcie ich dla mnie z innego miasta i umówiłem się na testy. Gdy je po raz pierwszy zobaczyłem, wydały mi się mniej atrakcyjne, niż na zdjęciach. Całe szczęście, że rozmiar zamówiłem idealny. Mają wkładkę większą od mojej stopy chyba nawet więcej niż zalecane 0,5 mm. Na maraton jak znalazł.

Po krótkim zastanowieniu, zdecydowałem się na zakup. Jeszcze tego samego dnia poszedłem rozbiegać się po niedzielnej Kontrolnej Trzydziestce. Nie napisałem od razu notki, z oceną chciałem poczekać na odbycie co najmniej 2-3 treningów. Z perspektywy czasu widzę, że bardzo dobrze zrobiłem. Ocena byłaby zupełnie odmienna do tej, którą chcę Wam właśnie przedstawić. I przez to też trochę niewiarygodna.

W tej chwili mam już za sobą w nich cały tydzień planu treningowego pod maraton, czyli easyrun, podbiegi, wytrzymałość tempowa, rytmy i długie wybieganie. Biegłem w nich po asfalcie, szutrze, leśnych ścieżkach oraz tartanie. Tak, by przetestować go w każdych warunkach. Nie miałem okazji sprawdzić ich na mokrej nawierzchni, ale myślę, że i na to przyjdzie pora. Pierwszy bieg nie należał do najprzyjemniejszych. Buty wydawały się strasznie twarde i sztywne, a odgłos odbijającej się stopy od podłoża przypominał bieganie w chodakach. Na szczęście kolejny raz było już w porządku, być może musiał się trochę rozejść i dostosować do stopy.

Mizuno Sayonara 4 są niezwykle lekkie, ważą zaledwie 250 g i w kategorii butów treningowo-startowych są pod tym względem w ścisłej czołówce. Do ich zalet można także zaliczyć wygodę. Buty wyścielone są przyjemnym materiałem, który nie powoduje żadnych obtarć i odcisków. Bardzo dobrze też trzymają stopę. Są jednak wąskie i nie potrafię sobie wyobrazić w nich osoby o szerszych gabarytach.

Jeśli chodzi o minusy, to muszę wspomnieć o słabej wentylacji. Producent zachwala, że zastosował technologie AIRmesh i Mizuno Intercool, które mają odpowiednio redukować ciepło i wilgoć, zapewniając butom dużą oddychalność. Tymczasem noga mi się w nich strasznie grzeje, a po treningu but jest od środka wilgotny. Nie zdarzało mi się to ani w Brooksach, ani w Adidas Adios Boost. Sayonary nie grzeszą też przyczepnością na szutrze, czyli nawierzchni, na której wykonuję większość treningów. Tym jednak nie mogę być zaskoczony, bo ich przeznaczenie to asfalt. Do tempa 4:30 min/km jest w porządku, gdy jednak przyspieszę, czuję lekki poślizg przy wyjściu ze śródstopia.

W tym miejscu miałem napisać, że bić w nich życiówki na 5, czy 10 kilometrów na pewno nie wyjdę. Że jednak to buty bliżej treningowym, niż startowym. Ale ku mojemu zdziwieniu podczas sobotnich rytmów na tartanie, Sayonary na prawdę dały radę. Pozytywnie zaskoczyły mnie bardzo fajnym przetaczaniem. Są dynamiczne do tego stopnia, że bieg w tempie 3:00 min/km nie stanowił dla mnie problemów. Nawet w Brooksach nie miałem takiego uczucia.

Podsumowując, jestem bardzo zadowolony z zakupu. Tym bardziej, że był to trochę strzał w ciemno, na bazie samej specyfikacji znalezionej w Internecie. Mam tylko nadzieję, że posłużą mi chociaż połowę z tego, co Brooksy.

2 thoughts on “Mizuno Sayonara 4 – pierwsze wrażenie”

  1. Myślałem, że tylko ja je ściągałem do Wrocławia z drugiego końca Polski. 🙂
    Niestety, dałem im szansę i miały swoje 500 km żeby mnie uwieźć, jednak nic z tego nie wyszło. Zdanie klucz, w Twojej recenzji: ” Buty wydawały się strasznie twarde i sztywne, a odgłos odbijającej się stopy od podłoża przypominał bieganie w chodakach.”
    Natomiast, jako dodatkowy but w szafie mogą być. Raz na jakiś czas urozmaicenie.

    1. Teraz już mogę więcej powiedzieć na ich temat. Też przebiegłem w nich około 500km, w tym wczorajszy Wrocław Maraton. Wrażenie twardości zniknęło, ale nabawiłem się strasznych odcisków na śródstopiu i czubkach palców. Czy miałeś może podobne doznania? 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *