Świeć przykładem – podstawowe zasady zachowania podczas startu w zawodach

Start w dwóch wielkich imprezach biegowych – półmaratonach w Gdyni i Poznaniu – gdzie łącznie przewinęło się ponad 17 tysięcy biegaczy utwierdził mnie w przekonaniu, że nie wszyscy potrafimy się zachować zgodnie z ogólnie przyjętymi zasadami. Warto je przypomnieć, bo sezon dopiero co ruszył, więc na poprawę swoich manier nie jest jeszcze za późno.

Nikt nie jest idealny, ja też nie. Dlatego nie będę nikomu prawił morałów, że życie wymaga od nas kultury osobistej. Że słowa „dzień dobry”, „dziękuję”, „przepraszam” powinny być na porządku dziennym. I że bycie egoistą jest złe. Nie. Chodzi o to, że decydując się na start w zawodach przyjmujesz niepisane, ale powszechnie znane, reguły i z szacunku do innych powinieneś się ich trzymać. Nie mam pretensji do ludzi, którzy właśnie zaliczyli swój debiut w biegu masowym. Oni mogą ich jeszcze nie znać. Ale ten tekst jest właśnie po to, by ich uświadomić. By za kolejnym razem zachowywali się wzorowo i nie stwarzali zagrożenia dla innych. A my, starzy wyjadacze, którym co gorsza też często zdarza się zapomnieć, powinniśmy świecić przykładem. Oto lista podstawowych zasad zachowania się podczas startu w zawodach:

Czytaj regulamin. Przyznaję, że sam w życiu codziennym rzadko do nich zaglądam. Ale akurat te dotyczące zawodów biegowych czytam zawsze. I to od deski do deski. Znajdziecie w nich takie informacje jak datę, godzinę i miejsce startu, podział na strefy czasowe, rozmieszczenie punktów żywieniowych, czy przebieg trasy. Oszczędź sobie nerwów i w strefie startu stań pełny wiedzy, która może Ci się przydać podczas biegu.

Ustaw się w swojej strefie startowej. Zmora nowicjuszy. Tłumaczę więc, że Twój czas na mecie to czas netto – liczony od przekroczenia linii startu do mety. Jeśli więc dajmy na to Twoja życiówka w półmaratonie to czas około 2 godzin, ustaw się w miejscu wyznaczonym dla biegaczy na tym samym poziomie. Gwarantuję, że poczujesz się tam swobodniej i wspólnie z grupą osiągnięcie zamierzony cel. Startując z przodu narażasz siebie i innych na niebezpieczeństwo. Poza tym chyba nikt nie lubi być już po 500 metrach wyprzedzony przez tysiące biegaczy. A znajdzie się też taki, który w prostych żołnierskich słowach powie Ci co myśli o Twoim zachowaniu. Momentalnie spada morale i chęć do biegania. Nie znasz swoich możliwości? Zrób sobie test na treningu – przebiegnij połowę krótszy dystans w nieco szybszym tempie, niż zamierzasz podczas zawodów i oceń swoje samopoczucie.

Lewa wolna. O ile mi wiadomo w Polsce niezmiennie panuje ruch prawostronny. Ta zasada nie tyczy się tylko poruszania samochodów, ale też rowerzystów, czy pieszych. Tak samo jest podczas biegu. W miarę możliwości staraj się trzymać prawej strony. Lewa flanka to miejsce dla szybszych biegaczy, autostrada do wyprzedzania. Jeśli staniesz na drodze takiego biegacza, pozbawiasz go kilku cennych sekund, które być może zadecydują na mecie o niepobiciu przez niego życiówki.

Wyprzedzasz? Rozejrzyj się. I znów odwołanie do ruchu drogowego. Nie masz lusterka, więc odwróć na chwilę głowę i zorientuj się czy podczas wyprzedzania ktoś za Twoimi plecami nie pędzi szybszym tempem. Wbiegając przed niego narażasz go na kontuzję. W najgorszym razie możecie razem wylądować na ziemi.

Nie zabiegaj drogi. Ile to już razy byłem świadkiem takiej sytuacji… To się zdarza zwłaszcza w dużych grupach, za pacemakerami. Ktoś koniecznie musi być bliżej czoła peletonu. Na moment więc przyspiesza, wbiega przed Ciebie i redukuje tempo do wolniejszego od Ciebie. Nie róbcie tak! Bieg długi to tempo jednostajne, bez rwania. Nie dość, że Tobie to nic nie daje, to wybijasz z rytmu kolegę z grupy. Koniec końców za kilkanaście sekund i tak lądujesz za nim…

Nie rzucaj kubeczków pod nogi. Każdy półmaratończyk lub maratończyk wie jak wyglądają strefy żywieniowe po przebiegnięciu tysięcy biegaczy. Zakładając, że każdy sięgnął po kubeczek z wodą i po wypiciu rzucił go pod nogi, to na drodze tych na końcu stawki mamy morze plastiku. Nie muszę chyba mówić jak łatwo się na czymś takim poślizgnąć. Sam wiem, że takim pustym kubeczkiem ze środka ulicy ciężko dorzucić na chodnik. Rozwiązanie jest jednak proste: wypijasz, zbiegasz na bok, wyrzucasz. Szanujmy tych co za nami.

Słuchawki zostaw w domu. Najbardziej kontrowersyjny punkt, który pewnie spotka się z falą hejtu entuzjastów muzyki. Też lubię biegać z muzyką, ale robię to tylko (ostatnio bardzo rzadko) podczas treningów. Na zawodach stwarza to jednak zagrożenie, o którym co raz częściej zwykli mówić organizatorzy. Na trasie biegu pada wiele okrzyków i ważnych komunikatów. Musisz je słyszeć. Jeśli więc upierasz się, że chcesz biec ze słuchawkami, załóż je na jedno ucho lub ustaw głośność na tyle, byś wiedział co się dookoła Ciebie dzieje.  Najbardziej szkoda mi biegaczy, którzy ubierają ogromne nauszne słuchawki, pozbawiając się czucia wspaniałej otoczki, jaka towarzyszy biegom masowym. Happeningi, występy na żywo, okrzyki kibiców – to wszystko na trasie daje więcej siły, niż sama muzyka.

Nie skracaj drogi. To już kwestia własnego sumienia. Kolegów oszukasz, organizatora oszukasz, ale siebie nigdy nie oszukasz. Co Ci z życiówki w półmaratonie, kiedy na zegarku wyjdzie Ci 20km? Moim zdaniem zero satysfakcji. A chyba właśnie po to się biega w zawodach. Pomijam już ścinanie zakrętów, ale zdarzają się i tacy, którzy bez żadnych skrupułów zbiegają z trasy, by wrócić na nią w 5 minut do pomiaru czasu oddalonego o 3 kilometry…

Nie pozuj do zdjęć w tłumie. Problem dzisiejszego świata – nie masz zdjęcia, nie biegłeś. Powiem Wam, że z każdej imprezy biegowej po kilku dniach można znaleźć tysiące zdjęć w Internecie. Zawsze znajdzie się takie, na którym Cię widać. Nie ma potrzeby więc byś, będąc w 50-osobowej grupie biegaczy, wymachiwał rękami, czy robił „samolocik”. Parę rozwalonych nosów po takie sytuacji już w swoim życiu widziałem i wystarczy.

Chcesz się zatrzymać? Zejdź na bok. Pal licho, gdy taka sytuacja ma miejsce w maratonie, gdzie tempo u 80% biegaczy nie jest zbyt szybkie. Gorzej jak kogoś zetnie na trasie 5 kilometrów (tak, są tacy). Nie chcę nawet wiedzieć jakie to uczucie kiedy wpada na Ciebie biegacz rozpędzony do 18km/h – to się może zakończyć nawet tragicznie. Krótka instrukcja: czujesz, że biegniesz już ostatkiem sił i zaraz się zatrzymasz. Rozejrzyj się na boki, znajdź wolną stronę i zbiegnij.

Finiszuj w linii prostej. To moje najświeższe wspomnienie z Poznania, które trochę skłoniło mnie do zredagowania tego wpisu. Ostatnie 100 metrów przed metą to najbardziej wrażliwy odcinek na trasie. Tutaj potwornie zmęczeni biegacze próbują wykrzesać swoje ostatnie pokłady energii i finiszują z prędkością nawet ponad 20km/h. Są jednak też tacy, którym niekoniecznie zależy na czasie, ale bardziej np. na przybiciu piątki swoim znajomym, zabraniu flagi, czy innej czysto rekreacyjnej czynności. Mi się akurat przydarzyło finiszować za Panią, która postanowiła, że na metę wbiegnie po łuku, bo zaraz za nią, po lewej stronie czeka ukochany. W efekcie na ostatnich metrach zamiast jeszcze przyspieszyć, musiałem gwałtownie zwolnić. Naprawdę starajmy się biegać w linii prostej. Wyobraźmy sobie, że biegniemy po bieżni, obierzmy sobie swój tor i do końca na nim pozostańmy.

Nie stawaj za metą. To duży problem biegów masowych. Jeśli jesteśmy już przy Poznaniu, to warto pochwalić, że akurat tam było to dobrze rozwiązane. Dużo miejsca i strefy żywienia/odbioru medalu oddalone o kilkadziesiąt metrów od mety sprawiły, że ruch sam się rozładował. Na drugim biegunie postawiłbym zeszłoroczny Bieg Sylwestrowy w Trzebnicy, gdzie w pewnym momencie tak się nagromadziło ludzi, że przez metę już przechodziłem, a nie biegłem, przepychając po plecach biegaczy przede mną. Pamiętajcie więc – zatrzymujemy się kilkanaście metrów za metą, a nie tuż za nią.

Tych punktów pewnie znalazło by się i więcej. Starajmy się ich przestrzegać, świećmy przykładem i edukujmy innych. Dzięki temu wszystkim nam będzie się biegało przyjemniej i bezpieczniej.

5 thoughts on “Świeć przykładem – podstawowe zasady zachowania podczas startu w zawodach”

  1. Zgadzam się ale nie do końca. Intryguje mnie fakt lewej wolnej. Znane z zawodów postępowanie. Utarło sie tak, że to dobre postępowanie itp ale czy na zawodach wysokiego rankingu to występuje ? Czy zawodnicy sobie robią miejsce ? Porównałeś to do ruchu ulicznego, ale czy w wyścigach samochodowych też sobie ustępują drogi? Rozumiem że mozesz powiedziec że to nie ten poziom i w ogóle. Podałeś przykład półmaratonu okej. Jeden zawodnik biegnie pierwsze 10km szybciej a drugi drugie 10km. Chociaż obydwoje mieli by podobny czas według teori lewej wolnej ten który biegł na poczatku szybciej musi ustąpić przed finiszem drugiemu bo go dogania. Nie traktuj tego jak negowanie wpisu tylko zaproszenie do dyskusji

    1. Powyższe punkty dotyczą raczej biegania amatorów w biegach masowych, w dużych grupach, za zającami. Nie oszukujmy się, żadne z nas amatorów nie biega po miejsca, nagrody 🙂 Ścigamy się raczej z własną życiówką, niż konkurencją (o ile w ogóle można tak to nazwać). Dlatego jeśli chcesz przyspieszyć to wyprzedzasz i w miarę możliwości zbiegasz do prawej, by innym ułatwić to samo. Sport amatorski kultywuje kulturę i dobrą zabawę. Po co niszczyć to głupimi zachowaniami jak właśnie celowe zabieganie drogi? 🙂

      1. Może masz racje. Jeśli chodzi o biegi masowe które opisałem to sie zgadzam ale biegi górskie w których uczestniczy do 100 osob rządzą sie innymi prawami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *