To działa! – recenzja skarpet kompresyjnych CEP RUN 2.0

Producenci sprzętu sportowego od wielu lat prześcigają się w nowinkach technicznych dla swoich produktów. Niedawno bardzo popularna stała się odzież kompresyjna. Koszulki, spodenki, bielizna – nosi je co raz więcej sportowców, w tym także biegaczy. Zdania co do ich skuteczności są podzielone. Ja dziś przybliżę Wam skarpety kompresyjne CEP RUN 2.0, które użytkuję już prawie rok.

Muszę zacząć od tego, że nigdy nie robię nieprzemyślanych zakupów. Zawsze zanim się na coś zdecyduję, bez względu na to czy jest to telefon czy bielizna do użytku codziennego, robię rozeznanie. Przekopuję Internet w poszukiwaniu recenzji, opinii na forum, porównuję ceny. Po pierwszej selekcji idę do sklepu przyjrzeć się temu z bliska. Potem znów wracam do sieci i eliminuje kolejnych kandydatów. Cały proces potrafi trwać nawet kilka tygodni. Jest to o tyle dziwne, że dałem się poznań raczej jako osoba porywcza, „w gorącej wodzie kąpana”. Tak już mam i pewnie się to już nie zmieni. Myślę, że to jednak plus, bo jakby tak sięgnąć pamięcią, to chyba jeszcze na żadnych zakupach w życiu się nie „przejechałem”.

Temat kompresji zacząłem zgłębiać, kiedy to na kolejnych zawodach widziałem co raz to większe grupy biegaczy ubranych w dziwne, długie po kolana, często w wyrazistych kolorach skarpety. Zacząłem od tego po co się je w ogóle nosi. Później zwróciłem uwagę, że nie wszystkim materiał ciągnie się do samej stopy – tak odkryłem opaski. A czym to się różni? A które lepsze? Człowiek jak jest kompletnie zielony w jakimś temacie, to zaczyna zadawać pytania jak małe dziecko, które dopiero zaczyna poznawać świat.

Od samego początku skłaniałem się ku skarpetom. Opaski kojarzyły mi się bardziej z uciskiem, niż kompresją. Przecież krew musi krążyć po całej nodze, a nie tylko po łydce. W dodatku po co oprócz tego zakładać skarpetkę, która też ma przecież ściągacz, jak można mieć dwa w jednym? Swoje uprzedzenie próbowałem skonfrontować z tym, co piszą sami producenci o opaskach. I choć pokazały, że się mylę, zdania nie zmieniłem. Najmniejszy problem miałem z zawężeniem listy marek, które mnie interesują. Po przeczytaniu dziesiątki recenzji i opinii wiedziałem, że w grę wchodzą tylko CEP i Compressport.

Po długich poszukiwaniach i namysłach w końcu padło na CEP Run 2.0 w białym kolorze. W bezpośrednim starciu z Compressport Full Socks 2.0 zadecydował wygląd i chyba lekka sugestia opiniami Bartka Olszewskiego (Warszawski Biegacz), którego bardzo szanuję. Skarpety kupiłem w Sklepie Biegacza we Wrocławiu za około 170 zł (dziś jak dobrze poszukacie to możecie je dostać nawet za 130 zł). Częściowo pokryło się to z prezentem urodzinowym, który dostałem od bliskiej mi osoby. Piszę o tym dlatego, że cena jest niemała i nie wiem czy bym się wtedy zdecydował na 100% pokrycie kosztów. W dalszej części dowiecie się dlaczego nie żałuję ani złotówki.

Wygląd

Jak już wspominałem, wybrałem biało-czarną wersję. Bo wyglądały najładniej i pasują do wszystkiego. Design tych skarpet kompresyjnych jest minimalistyczny. W porównaniu do Compressport jest naprawdę skromnie i to mi bardzo odpowiada. To na co warto zwrócić uwagę, to fakt, że całość wykonana jest bezszwowo, co zapewnia dużą wytrzymałość. Stopka wyróżnia się nie tylko czarnym kolorem, ale też wzmocnieniami w miejscach szczególnie narażonych na otarcia i odciski. Górną część skarpet kończy delikatny ściągacz.

Design skarpet CEP Run 2.0 bardzo przypadł mi do gustu.

Rozmiar

Tego bałem się najbardziej. Wiedziałem, że rozmiar to wypadkowa obwodu łydki i długości stopy (nigdy nie kupujcie odzieży kompresyjnej sugerując się rozmiarami, które nosicie na co dzień). Mam dużą stopę, jestem chudy, a nogi mam jak zapałki. Jak się okazało CEP przygotował rozmiary również i dla takich wybryków natury jak ja. Zakupiłem skarpety kompresyjne w rozmiarze „3”, które po założeniu wydawały się jak uszyte specjalnie dla mnie.

Zakładanie

Musicie uzbroić się w cierpliwość. Mi pierwsze zakładanie obu skarpet zajęło około trzydziestu minut i kosztowało wiele sił oraz nerwów. Zdziwionym wyjaśnię, że niemożliwym jest ich założenie poprzez zwykłe wsunięcie na stopę i podciągnięcie materiału do kolan (swoją drogą ciekaw jestem czy tak jest ze wszystkimi skarpetami kompresyjnymi). W pudełku znajdziecie, co prawda, książeczkę z rysunkową instrukcją zakładania, ale dla mnie osobiście była ona niezrozumiała. Dopiero po obejrzeniu filmiku na Youtube, w którym jeden z biegaczy wyjaśnił patent na szybkie ubranie, w końcu sobie poradziłem. Z każdym kolejnym razem zakładem je co raz szybciej i dziś potrzebuję na obie maksymalnie pół minuty.

Pierwsze wrażenie

Można powiedzieć, że to była miłość od pierwszego założenia. Jak tylko je ubrałem poczułem taki fajny dreszczyk i lekkość nóg. Skarpety kompresyjne idealnie przylegały do nogi, nic się nie zsuwało. Tak mi się spodobało chodzenie w nich po domu, że przez kilka godzin nie chciałem ich ściągnąć. Po jakimś czasie przestałem w ogóle czuć, że mam je na nogach. Po ściągnięciu nie zauważyłem żadnych odcisków, nic mnie też nie bolało.

Pierwszy bieg w skarpetach kompresyjnych

Pierwszy bieg

Skarpety kompresyjne polecane są raczej do długiego wysiłku, gdzie nogi narażone są na duże zmęczenie. Strasznie nie mogłem się doczekać tego pierwszego biegu, ale musiałem poczekać do niedzieli, kiedy zaplanowane miałem 16-kilometrowe wybieganie. Zgodnie z zaleceniami założyłem je 30 minut przed treningiem i przez ten czas próbowałem być w ciągłym ruchu, żeby pobudzić krążenie w łydkach. Na trasie skarpety sprawiały bardzo przyjemne wrażenie. Podobnie jak w domu po jakimś czasie zapomina się, że cokolwiek ma się na nodze. Czuję się tylko zalety ich posiadania – mięśnie łydek nie drżą przy każdym kontakcie stopy z podłożem, a ścięgna i więzadła sprawiają wrażenie w pełni stabilnych. Słodko skończyło być po 12 kilometrach – zaczęły mnie łapać bardzo mocne skurcze w łydkach, które dotąd mi się nie zdarzały podczas biegania. Tak było za pierwszym, drugim i trzecim razem (niestety wypadło na 4. Nocny Półmaraton Wrocław). Zamiast się zrażać zacząłem ćwiczyć mięśnie łydek oraz uzupełniać magnez. Skurcze zniknęły bezpowrotnie.

Podczas biegania w skarpetach CEP Run 2.0 można o nich zapomnieć

W podróży

Znacie to uczucie kiedy po kilkugodzinnym siedzeniu musicie wstać rozprostować nogi i za każdym razem krzywicie się z bólu? Ze skarpetami tego nie ma. Jeśli podróż trwa co najmniej dwie godziny, zawsze je zakładam. Bez różnicy czy poruszam się samochodem, samolotem, czy pociągiem. Na początku marca tego roku na gdyński półmaraton jechałem pociągiem 6,5 godziny, ale dzięki skarpetom kompresyjnym, nie odczułem żadnego zastania, ani zmęczenia nóg. Łydki nie były też obrzęknięte. Tydzień później jechałem pociągiem połowę krócej do Poznania, ale kilkadziesiąt minut później przebiegłem półmaraton. Też sprawdziły się doskonale.

Regeneracja

To jedna z moich tajnych broni. Sposobów na regenerację po ciężkim treningu jest wiele. Porządne rozciąganie, rolowanie mięśni, trzymanie nóg do góry, termoterapia (polewanie nóg na przemian ciepłą i lodowatą wodą). Ale nie oszukujmy się – nie zawsze chce nam się sięgnąć po tę rolkę czy stanąć w wannie na 20 minut. Wtedy z pomocą przychodzą skarpety kompresyjne. Zakładasz i niczym się nie martwisz. Co prawda z moich obserwacji wynika, że są one skuteczniejsze, gdy jesteśmy w ruchu. Wtedy krew jest jeszcze mocniej pompowana i nasze mięśnie są bardziej dotlenione. Gdy jednak wyciągniesz nogi i rozsiądziesz się przed telewizorem, również możesz liczyć na ulgę dnia następnego. Odkąd je mam towarzyszą mi po każdych zawodach oraz mocnych treningach.

Mój ulubiony sposób na regenerację po ciężkim treningu biegowym

Maraton

Najbardziej miarodajny test jaki można sobie wyobrazić. We wrześniu ubiegłego roku zadebiutowałem na królewskim dystansie, we Wrocławiu, w 35-stopniowym upale. Nie ukrywam, że skarpety kompresyjne zakupiłem właśnie z myślą o maratonie. Trudno mi było bowiem sobie wyobrazić swoje łydki bez żadnego wsparcia na tak dużym dystansie. Nie zawiodłem się. Doskonale spełniły swoją rolę, a do tego nie przeszkadzały. Ani razu nie miałem skurczu mięśni łydek, po biegu szybko się zregenerowałem (2 tygodnie później pobiegłem już „dychę” w 3. Bielańskim Biegu Rodzinnym). Zapytacie czy nie było mi w nich gorąco. Absolutnie. Są zrobione z oddychającego materiału, który zapewnia przyjemną wentylację. Do tego bardzo szybko schną, co przy takim skwarze i ciągłym przebieganiu przez armatki wodne było bezcenne (nie chcę sobie nawet wyobrażać obtarć po 42 kilometrach biegu w mokrych skarpetach). Nie ruszyłbym teraz bez nich na żaden maraton.

Mój pierwszy maraton. W dotarciu do mety pomogły mi skarpety kompresyjne CEP Run 2.0

5 kilometrów

Na jeden z sobotnich Parkrunów (bieg na 5 km) z ciekawości założyłem skarpety kompresyjne CEP. Nie spodziewałem się cudów, wiedziałem że za mnie nie pobiegną. Chciałem tylko na własnej skórze się przekonać czy biegacze, którzy je zakładają na tak krótkie dystanse robią to z przyzwyczajenia, czy mają one jakiś wpływ na jakość naszego biegu i szybszą regenerację. „Piątkę” biegam w tempie 4:01 min/km, więc bardzo przeciętnie. Ale przy takiej prędkości mięśnie są już narażone na solidne wstrząsy i mikrouszkodzenia. I powiem szczerze nie zauważyłem większej różnicy biegu z nimi i bez. To jest chyba zbyt krótki dystans, by odczuć ich pracę. Na pewno dochodzi aspekt psychologiczny – mi one dodają bardzo dużo pewności siebie, więc choćby z tego było inaczej, niż zwykle. To jednak zdecydowanie za mało, żeby w przyszłości sięgnąć po nie przy okazji biegu na 5 km.

Podsumowanie

Jeśli biegasz dużo i intensywnie lub masz problemy z regeneracją – zdecydowanie polecam. Skarpety kompresyjne CEP Run 2.0 doskonale sprawdzają się podczas zawodów, jak i w okresie odpoczynku. Nie spodziewaj się jednak, że ich posiadanie bezpośrednio wpłynie na poprawę Twoich wyników. Nie – i tak czeka Cię żmudna praca na treningach. Ale na pewno pomoże Ci w dążeniu do celu, bo kolejne jednostki będziesz mógł wykonywać z większą świeżością. Tak, są drogie. Jednak warte swojej ceny. Wykonane są z bardzo trwałego materiału i jeśli będziesz używać ich zgodnie z przeznaczeniem posłużą Ci na długie lata.

Jeśli miałbym znaleźć jakieś wady tych skarpet, to na pewno trudność ich zakładania. Dla osoby niecierpliwej może być to nie lada wyzwaniem.

Bardzo ciekawi mnie jak by wypadły w porównaniu z opaskami kompresyjnymi. Może wyzbył bym się uprzedzenia do nich. Jeśli kiedyś je dorwę, na pewno podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami.

A czy Wy używacie kompresji? Jakiej firmy, jesteście zadowoleni? Czekam na Wasze opinie w komentarzach.

Uwagi

– Nie zakładajcie ich tuż przed bieganiem. Parę razy w pośpiechu prosto z pracy tak zrobiłem i przez pierwsze 30 minut czułem potworny ból w łydkach, jakby doszło do zatoru krwi. Dajcie się nogom rozbujać, nie rzucajcie ich od razu na głęboką wodę. Zalecany czas to min. 30 minut przed wysiłkiem.

– Uważajcie, żeby nóg zbytnio nie przyzwyczaić do skarpet. Ubieramy je na wyjątkowe okazje, czyli na zawody lub intensywne treningi. Zbyt częste zakładanie skarpet kompresyjnych może powodować rozleniwienie nóg. W efekcie czego będą miały problem, kiedy przyjdzie im biec bez „ubranka”.

– Nie wierzcie w bajki, skarpety nie pobiegną za Was.

– Pierzcie zgodnie z zaleceniami, najlepiej w 30 stopniach i nie za często. Wiadomo, że po maratonie same się proszą o odświeżenie, ale jeśli nosicie je po domu, by się szybciej zregenerować, to do pralki wrzućcie je powiedzmy po trzech noszeniach.

Na koniec kilka informacji od samego producenta (źrodło: cepcompression.com):

CECHY szczególne skarpet kompresyjnych CEP:

– Poprawa krążenia krwi o 30-40%,
– Optymalny dopływ tlenu do mięśni,
– Szybsza resorpcja kwasu mlekowego,
– Przyspieszona regeneracja,
– Redukcja drgań mięśni,
– Stabilizacja wiązadeł i ścięgien,
– Mniejsze dolegliwości mięśni.

Najważniejsze cechy CEP RUNNING PROGRESSIVE COMPRESSION SOCKS:

– Stopniowa kompresja (18-25 mmHg – milimetrów słupa rtęci) 25 mmHg na poziomie kostki stopniowo zmniejsza się dochodząc do 18 mmHg na poziomie łydki.
– Specjalna struktura włókien umożliwiająca kompresję,
– Ulepszone nici ułatwiają biologiczną aktywację komórek skóry,
– Dodatkowe wsparcie dla ścięgna Achillesa minimalizuje ryzyko powstawania kontuzji,
– Specjalnie zaprojektowana stopka chroni wrażliwe miejsca przed otarciami, odciskami i pęcherzami,
– Wygodny ściągacz,
– Oddychający materiał, działanie antybakteryjne oraz długotrwała świeżość dzięki zastosowaniu jonów srebra.

2 thoughts on “To działa! – recenzja skarpet kompresyjnych CEP RUN 2.0”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *